Home | Alibi i Smolna

Alibi i Smolna

Trzzzzzzzęsę się jeszcze z zima jak sobie przypomnę czwartkowe Alibi. Ostatnie spotkanie to woda na młyn wszystkim, którzy nie przepadają za tym lokalem. Było potwornie chłodno. Siedzieliśmy cały czas w kurtkach, zapięci po szyję, a i tak dłonie były przemarznięte i atmosfera była daleka od akceptowalnej. Jednak prawdziwemu miłośnikowi planszówek nawet takie przeciwności nie są straszne. Twardo graliśmy i dopiero po 21 się ulotniliśmy.Alibi troszkę umiera. Było nas tylko sześciu, czyli liczba daleka od średniej. Na początku zagraliśmy w Niagarę. Rozgrywka odbywała się dość wyrównanie, każdy miał podobną liczbę kamieni. Ja dość często lądowałem w wodospadzie, ryzykując zbyt niskimi prędkościami łodzi, zbyt blisko przepaści. Wygrał Valmont, o włos przed pędrakiem i jaxem. Następnie podzieliśmy się na dwie grupy. Ja z jaxem rozegrałem trzy partyjki w Balloon Cupa (opis poniżej), a pozostała czwórka bawiła się przy Elasundzie. Ten ostatni przypadł do gustu, choć było mniej entuzjastycznych reakcji niż zwykle. Przemarznięci w końcu zmyliśmy się z lokalu i udaliśmy do domów.

Na Smolnej

A na Smolnej wprost przeciwnie. Cieplutko, komfortowo i mnóstwo grających. Bawiono się równocześnie nawet przy sześciu stołach. Grano w legendarną Republic of Rome, choć często więcej było tam ustalania i tłumaczenia zasad niż komentarzy a propos rozgrywki. Bawiono się przy bardzo oryginalnej grze The HellGame, w której każdy gracz wciela się w frakcje demonów walczących o wpływy w kręgach piekielnych. Widziałem Wallensteina, Meuterera, Mare Nostrum, Ścieżki Chwały. Kilka gier prosto z Essen przyniósł Sosna, w tym najnowszą produkcję Martina Wallece’a – Perikles. Jej oprawa wizualna od razu myślami kierowała mnie w stronę Byzantium. Michał Stajszczak przywiózł jeszcze świeżutkie numery nowego pisma Gry Planszowe. Jednym słowem – działo się.

Natomiast w co ja grałem:

Leonardo da Vinci

Do rozgrywki zgłosili się sami debiutanci (w sumie było nas pięciu), tak więc zrezygnowałem z wersji rozpoczęcia dla zaawansowanych i dwóch wariantów. Aby nie mieszać w głowach. Po jak zwykle dłuższym wytłumaczeniu, pełni zaangażowania przeszliśmy do budowania wynalazków.

Pomimo, że ja tu byłem doświadczonym i obytym w sztuczkach Leonarda da Vinci graczem, rozgrywka nie szła mi w ogóle. Traciłem czas, wyrzucali mnie ze sklepów, pieniędzy nie mogłem zarobić, wykrywano przede mną moje projekty. Skupiłem się jedynie na rozbudowaniu laboratoriów i dostarczaniu do nich mechanicznych ludzi.

Michał Stajszczak wprost przeciwnie – brylował. Grał tak jak ja zwykle gram w tę grę. Szybko odkrywał, pracował nad wieloma wynalazkami, miał mnóstwo pracowników i niezłą ilość gotówki. Ciągle też odwiedzał sklepy i zdobywał kolejne surowce. Generalnie szedł po zwycięstwo pewnie i rozsądnie.

Jednak rozegrałem trochę tych partii i wiedziałem, że to jeszcze nie koniec. Że wielu graczy w poprzednich partiach potrafiło mnie dogonić odkrywając w ostatnich turach kilka bardzo dochodowych wynalazków. Tak zrobiłem i ja. Były już ostatnie etapy gry, gdy moje obydwa laboratoria zaczęły pracować pełną parą. Zdobyłem też sporo surowców. Do tego jeszcze zajrzałem w stos przyszłych wynalazków (przy użyciu rady miejskiej) i ułożyłem sobie je tak, aby pojawiły się te, które będą dla mnie najlepsze. I zacząłem nadrabiać. Większość graczy w ostatnich turach już nic nie wynajdowało, a jak więcej niż przez całą grę.

Wreszcie rozgrywka się kończy. Dodajemy bonusy za technologie z różnymi symbolami. Oczywiście Michał najwięcej ich uzbierał. Sumujemy punktacje. Lider Michał liczy: 53 punkty. Ok, czyli kiepsko, wygrał pewnie, ale liczę jeszcze swój dorobek. Pięćdziesiąt… cztery… CZTERY??? O rany wygrałem. I taką różnicą punktów udało się obronić honoru przed debiutantami. Istnie szatański finisz.

Buccaneer

Tutaj znowu dla większości graczy była to pierwsza styczność z tą grą, stąd nie dałem złudzeń kto ma zostać Panem i Władcom na morzu. Sporo zbierałem łupów, często dokonywałem abordaży, wtryniałem się bezczelnie jako członek załogi do obcych kapitanów, robiłem wszystko co tylko możliwe, aby zyskać jak najwięcej pieniędzy. Ostatecznie wygrałem dość mocną przewagą. Fajna gra 🙂

Bluff

W Bluff czyli polską wersję klasycznej gry Liar’s Dice grałem ostatnio dobre dziesięć lat temu, jak się pojawiła na polskim rynku. Czyli wieki temu. Nic nie pamiętałem z zasad oprócz tego, że rzuca się kostkami. Szybko zostałem zapoznany z regułami i do dzieła, rozpoczęliśmy.

Stawiałbym na szczęście początkującego, bo szło mi aż za dobrze. Wiedziałem dokładnie gdzie podbijać, gdzie blefować, gdy ktoś mnie sprawdzał okazywało się, że to ja jestem górą. Odpadł pierwszy gracz, a ja wciąż nie straciłem kostki. Odpadł drugi gracz, a ja nadal miałem swoje kostki, Opadł trzeci, czwarty, a u mnie wciąż bez zmian. Zostaliśmy w dwójkę, a ja wciąż z pełną liczbą kostek. Dwie rundy i ostatni gracz musiał się pożegnać z rozgrywką, a u mnie – zgadnijcie – wciąż wszystkie kostki.

Ogólnie gra mi się bardzo podobała. Świetna, szybka rozgrywka. Już zapomniałem jak Bluff potrafi być zabawny. Ostatnio widziałem go u brata, leżał zakurzony na półce. Czas go na nowo obudzić.

Około 22 drugiej ulotniłem się ze szkoły, pozostawiając wciąż grających miłośników planszówek. A co najlepsze tym razem nie dałem ciała i wziąłem aparat. Tak więc wreszcie mamy materiał wizualny.


Wallenstein


Wallenstein


Przewaga Smolnej na innymi lokalami, czyli możliwość
notowania wyników na tablicy.


Leonardo da Vinci


Republic of Rome


Republic of Rome


Ścieżki chwały


Mare Nostrum


The HellGame


The HellGame


Na Smolnej pojawiają się już nowości z Essen.
Nowa gra Martina Wallece’a – Perikles.


Bluff


Dość często można było się natknąć na pierwszy numer
czasopisma Gry Planszowe


Meuterer

About jenny

Avatar

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Advertisment ad adsense adlogger