Home | Brzdęk! W Kosmosie! Raban w Próżni – rozróba roznosi się dalej!

Brzdęk! W Kosmosie! Raban w Próżni – rozróba roznosi się dalej!

Zostawmy na marginesie pytanie, czy w kosmosie cokolwiek może… brzdękać?… brzęczeć?… klekotać?… O wiele ważniejsze jest to, czy kolejna odsłona tej niezwykle popularnej serii jest jeszcze w stanie wywołać rumieńce na policzkach graczy. Tym razem zamiast lochów i smoków mierzymy się ze statkami, laserami oraz galaktycznymi problemami. A wszystko po to, aby zdobyć bogactwo, sławę i jeszcze raz bogactwo. W ruch pójdą karty, niecne plany oraz wbijanie noża w plecy. Jednak, czy formuła się nie przejadła? A może lepiej po prostu skupić się na uzupełnianiu dodatkami wersji klasycznej? W poszukiwaniu odpowiedzi zapraszam was do gwiezdnej przygody… Na koniec świata i o jeden dzień dłużej 😉

Zanim jednak wystartujemy,  sprawdźmy nasz stan techniczny. Chociaż w sprawie wykonania komponentów nie możemy mieć większych zastrzeżeń, to już graficznie nie jest dobrze. Oj panie, jest nawet bardzo źle. Byliście obecni w latach 90? Pamiętacie chińskie podróbki figurek ze znanych kreskówek, które można było kupić na bazarach lub targowiskach? To już macie świadomość, jak wyglądają ilustracje na kartach w Brzędku! W Kosmosie! Raban w próżni. Najgorszy sen grafika, przerażający koszmar sci-fi. Mam również uwagi do czytelności planszy. Niekiedy kompletnie nie wiedzieliśmy, czy mamy coś zdobyć (zasób, życie itd.), czy jednak przyjdzie nam zapłacić za zatrzymanie się na danym polu. Niby po lekturze instrukcji coś tam się rozjaśnia, ale w toku przygody człowiek musi to jeszcze sprawdzić, zamiast po prostu odczytać coś na szybko z planszy. Tyle o kwestiach pobocznych.

Co nowego w świecie skarbów?

  • modularna plansza – od tej pory możecie dostosować rozgrywkę do własnej fantazji. Albo upodobań. Albo czego tam chcecie. Ten prosty myk zapewnia sporo nowej zabawy i nie chodzi wyłącznie oto, co szumnie nazywamy regrywalnością. Owszem fajnie jest zmierzyć się w kolejnej partii z czymś nowym, ale dla mnie najważniejsze było załatwienie problemu “leniwego schematyzmu”, czyli wybierania przez moich współgraczy zawsze tych samych, sprawdzonych tras. Bądź co bądź nie ma co się męczyć, skoro już raz coś zbadaliśmy… A tak znów trzeba pomyśleć, pokombinować, nie ma łatwych wyborów. A i my możemy się sprawdzić, czy w każdym układzie “kafli planszy” gra się równie dobrze (od razu podpowiem, że tak).
  •  ograniczenie błyskawicznego przebiegnięcia przez planszę – ha! zapomnijcie o strategii pt. “biorę najbliższy artefakt i wychodzę” (aż chciało się wychłostać takich graczy, prawda?). Przede wszystkim  zanim dostaniemy się do głównej części statku, musimy zhakować przynajmniej dwa punkty dostępu.  Kryształowe groty również występują, ale już w postaci punktów kontrolnych, które też automatycznie kończą nasz ruch. Ponadto niektórych przeciwników możemy pokonać tylko w określonych strefach, toteż sami z siebie będziemy chcieli trochę zwolnić. Podsumowując w kosmosie nie tylko więcej się napracujemy, lecz także postawiono większych nacisk na eksploracje planszy, która jest zarówno ciekawsza, jak i bardziej wymagająca (naturalnie w porównaniu do gołej, klasycznej podstawki).
  • frakcje – zapomnijcie o towarzyszach, a przypomnijcie sobie o roztropnym budowaniu talii. W grze występują trzy frakcje, które działają tym lepiej, im więcej kart z danego rodzaju posiadacie w decku. I tak powinno się dbać o swoją talię! Dzięki temu więcej myślimy nad zakupem odpowiednich kart, a zły wybór ma o wiele gorsze konsekwencje niż wcześniej. W połączeniu z nastawieniem na roztropną eksploracje planszy Brzdęk! staje się po prostu jeszcze bardziej miodny, zacny i przyjemny. Więcej zależności, więcej kombosów do odkrycia, więcej głębi rozgrywki.
  • usprawnienie toru gniewu/wściekłości/wielkiego roz… – w trakcie ataku Lorda Eukaliptusa… eee… tzn. Lorda Erectusa… no wielkiego złego z tej edycji, dzieją się rzeczy straszne. Pojawiają się kostki łowców, które po wyciągnięciu zadają obrażenia wszystkim łowcom, a nie tylko wybranemu szczęśliwcowi. Super, że ograniczono w ten sposób losowość dobru z kosteczek z worka i teraz pecha mają wszyscy! W dalszej fazie rozgrywki agresja Lorda Energetyka (dobra, już, koniec. Jak zwał tak zwał) skutkuje blokadą pasa transmisyjnego, który w znaczący sposób ułatwiał poruszanie się po planszy. Spóźnialscy będą mieć nie lada kłopot, a bardziej ostrożni z radością będą zacierać ręce. Jak widzicie zmiany są drobne, ale na tyle poprawiają jakość rozgrywki, że aż serce rośnie.

    Blaski i cienie kosmicznych przygód

Na razie skupiłam się na zachwytach i dobrych rozwiązaniach, ale czy naprawdę nie ma żadnych powodów do narzekań? No, parę rzeczy się znajdzie. Przede wszystkim kontakt z grą utrudnia naprawdę fatalnie napisana instrukcja, w której nie znajdziemy nawet wytłumaczenia podstawowych mechanik występujących w grze. Może twórcy zakładali, że wszyscy już znają Brzdęka!, więc nie ma co się wysilać, jednak był to ogromny błąd. Rozegrałam wiele partii w klasyka, a i tak miałam problem, żeby ogarnąć za pierwszym razem kosmiczną wersję. A przecież jest to samodzielna gra, toteż każdy powinien wiedzieć z instrukcji, jak należy grać.

Ponadto zostawiono możliwość zakupów w sklepiku, chociaż traci ona cały swój urok. Nie tylko są one nieopłacalne, lecz także kredyty zdobywa się zdecydowanie zbyt łatwo i w pewnym momencie nie ma ich za bardzo na co wydawać. Podobnie wygląda kwestia z kryształami mocy, chociaż ich zdobycie jest znacznie trudniejsze, ale równie nierentowne. Przypadki, że zgrywały się idealnie z określonymi kartami zdarzały się niezwykle rzadko. A i chciałabym mieć zdecydowanie więcej okazji do czyszczenia decka, zwłaszcza że postawiono na zależności między frakcjami. Im więcej niepotrzebnych kart nie możemy usunąć, tym gorzej działają wszystkie zależności frakcyjne.

Jaki dźwięk roznosi się w niezbadanych galaktykach?

Aczkolwiek nie możemy pozwolić, żeby minusy przysłoniły nam plusy. Brzdęk! W Kosmosie! Raban w Próżni to naprawdę fenomenalna wersja Brzdęka! Zastosowane innowacje nie tylko zwiększają frajdę płynącą z rozgrywki, lecz także zapewniają spory powiew świeżości do tego świata deck-buildingu z eksploracją planszy. Trzeba grać trochę inaczej, nastawić się na inne wyzwania, bardziej ukierunkować partię pod wybraną przez nas strategię. A postawione przed nami wybory stwarzają jeszcze więcej okazji do niecnego wbijania noża w plecy. Jednak czegoś mi tu jeszcze brakowało… Dodatków! Nie jestem w stanie określić, co miałyby dodawać (hmmm… dodatkowe frakcje?), ale jakikolwiek Brzdęk! z dodatkami jest zawsze lepszy niż goła podstawka. Nie wiem na czym polega ta magia, ale popytajcie sami. Lucrum Games  czekamy!

Brzdęk! W Kosmosie! Raban w próżni z jednej strony jest grą, która zadowoli fanatycznych wyznawców rodziny Brzdęka!, podczas gdy z drugiej strony może przekonać nieprzekonanych i zachęci nowych graczy do dołączenia do tej wielkiej i zacnej familii. Nie jest to odcinanie kuponów od znanego produktu, lecz na tyle oryginalna oraz samodzielna produkcja, że po prostu warto ją mieć w swojej kolekcji, niezależnie od tego, ile Brzdęka! już macie w domu. Świetna gra, genialne nowe elementy mechaniczne, wyborne usprawnienia. Niby ta sama rozgrywka, a jednak powiew świeżości jest tak znaczny, że odkryjecie nową jakość w tym deck buildingowym zbieraniu kosmicznych skarbów. Nic więcej nie trzeba mówić – warto i tyle 🙂

Plusy:

+ większy nacisk na eksploracje planszy
+ wprowadzenie frakcji, przez co więcej uwagi musimy poświęcić budowie decka
+ modularna plansza
+ jeszcze bardziej pogłębiono zależności między planszą a dobrze skonstruowaną talią
+ nie jest już tak łatwo “przebiec” przez planszę
+ kostki łowców, które zadają obrażenia wszystkim graczom
+ jeszcze więcej emocji i dobrej zabawy
+ drobne zmiany zapewniają niezły powiew świeżości

Minusy:
– sklepik traci swój urok, a kredytów nie ma właściwie na co wydawać
– niepotrzebne kryształy mocy
– przydałoby się więcej kart, które umożliwiałyby czyszczenie decka
– koszmarna instrukcja z wieloma brakami
– nieczytelna plansza
– okropne ilustracje na kartach

Avatar

Pingwin: Doceniam mechanikę Brzdęka w kosmosie, ale jednak lepiej (trochę lepiej) bawię się przy klasycznym Brzdęku. Może dlatego, że lubię smoki, a Space kojarzy mi się z jedynie słusznym “The final frontier … to boldly go where no man has gone before” i każdy inny Space jest mniej lub bardziej niezjadliwy. A odkładając sentymenty na bok: Brzdęk w kosmosie mi się nie podoba graficznie. Niespecjalnie spodobało mi się wprowadzenie frakcji do talii – z lekkiego łażenia po podziemiach gra przerodziła się w średniego mózgożera nie wybaczającego błędnych decyzji. Z kolei podoba mi się, że trzeba przejść całą planszę, podoba mi się też patent na szybsze wychodzenie (zdaje się, że można go było kupić w sklepiku ;)) i podoba mi się, że nie wychodzimy ot, tak sobie, tylko musimy się załadować do kapsuł i wystrzelić, a to oznacza, że… dana kapsuła jest już użyta, więc kto drugi ten maruda i będzie musiał pędzić do innej kapsuły….

About

Avatar

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Advertisment ad adsense adlogger