A jak przedstawia się sama rozgrywka. Niestety idzie w parze z wykonaniem. Nie będę przytaczał reguł – powiem tylko o podstawowych błędach.
Licytacja o pozycję Lobbysty jest wyprana z wszelkich emocji, bo każdy musi zapłacić to, co zalicytuje. Pomysł całkowicie dla mnie niezrozumiały.
Wydarzenia losowe są zupełnie zbędne, a na dodatek w specyficznych warunkach mogą albo ustawić grę albo uruchamiają syndrom kingmakingu.
Faz jest za dużo i są ustawione w dziwnej kolejności, która niepotrzebnie komplikuje rozgrywkę. W efekcie przebieg tury jest zupełnie nieintuicyjny i co chwilę trzeba się posiłkować kartą pomocy (mówiłem, że jest tylko jedna?).
Sama gra oparta jest na ciągłym przeliczaniu. Uważaliście, że Wysokie Napięcie jest dla księgowych? No to PN są dla szalonych doradców podatkowych. Ciągle nieustannie przeliczasz, na co Ci wystarczy. Tura się ślimaczy i zapominasz, co miałeś zrobić, mylisz się i…
Odpadasz z gry. No czegoś takiego to dawno nie widziałem. W naszej grze jeden z liderów odpadł, bo coś tam źle policzył (jego wina, mógł przecież wyrwać sąsiadowi kartę z cenami i kosztami, albo napisać je sobie długopisem na ręce). I tutaj konsternacja – w instrukcji nie napisali, co się dzieje z jego szybami. Schodzą z planszy, czy zostają? Karty, które posiadał wracają do gry, czy odpadają? Głupi P. – zepsuł grę. Na szczęście autorzy przewidzieli karę dla tego niedojdy – ma siedzieć i się nudzić, aż my skończymy grać. Niestety jego sytuacja tak wiele się nie różniła od pozostałych graczy (też musieli siedzieć i się nudzić), a do tego wcale nie siedział, tylko gdzieś polazł. Szczęściarz…
I na koniec clue programu – śnieżna kula. Polska gra bez tej cechy nie jest udana. Sentyment niektórych twórców do zabaw na śniegu jest zadziwiający. Po pierwszej turze wiedzieliśmy, że 2 graczy się nie liczy. Po drugiej turze z wyścigu odpadł kolejny. W trzeciej turze ten, który miał najwięcej wypadł w ogóle z gry. W czwartej turze lider podwoił popyt (dzięki wylosowaniu takiego zdarzenia) i zarobił 2 razy więcej niż drugi. Nie muszę dodawać, że piątej tury nie było (mimo, iż P., który akurat wrócił ze spaceru, sadystycznie chciał nas zmusić do kontynuowania „zabawy”)?
Podsumowując – gra jest tragiczna. Wygląda jak produkcja, która chciała prześcignąć wspaniałą Monopoly…i udało jej się. Tylko może warto stawiać sobie nieco bardziej ambitne cele? Porównywanie tej gry do Wysokiego Napięcia jest doskonałą ilustracją przysłowia o żabie, która nogę podstawia, gdy konia kują. Pola Naftowe grą ekonomiczną? Wolne żarty…
Zagrałem raz (niecały) i więcej nie zamierzam. Atomuuuówki to jednak dobra gra jest. Krótka.

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

GAMES FANATIC Portal Miłośników Gier Planszowych
