W rozwiązywaniu tego typu problemów najważniejszą umiejętnością jest „rozumowanie wstecz”. To wyjątkowo przydatna zdolność, a przy tym niezwykle prosta, lecz obecnie ludzie bardzo mało poświęcają temu uwagi. W codziennych sprawach przewijających się w naszym życiu o wiele przydatniejsze jest „rozumowanie do przodu”, ten drugi sposób jest zaniedbywany.
Sir Arthur Conan Doyle „Sherlock Holmes: Studium w szkarłacie”
Wydana w Niemczech, Kanadzie, Francji, USA, Czechach, Grecji, Włoszech, Hiszpani, Holandii i na Słowacji. Od momentu wydania, to jest od 2004 roku sprzedano w samych Niemczech przeszło 700 tysięcy egzemplarzy. Można w nią grać w domu i na dworze, siedząc, chodząc i jadąc… przy świetle i w ciemnościach, w 2 osoby a również w kilkadziesiąt. To gra bez ograniczeń.
Kto jest bohaterem dzisiejszej recenzji? Czarne historie. Gra z powodu zależności językowej do tej pory w Polsce praktycznie nie znana, ale wkrótce dzięki wydawnictwu G3 powinno ulec to zmianie. Myślę że wystarczy tego wstępu, zapraszam do zagłębienia się w świat niesamowitych opowieści…
Z czym to się je
Zabawa jest banalnie prosta. Wyciągamy losowo kartę z talii 50 sztuk, które znajdują się w pudełku. Na niej znajdziemy tajemniczną tytułową “Czarną historię”. Najczęściej jest to krótki tekst opowiadający o czyjejś śmierci, a zadaniem graczy jest znaleźć odpowiedź na pytanie “Dlaczego?”. Jedna osoba będzie Mistrzem Tajemnic i będzie znać odpowiedź na to pytanie. Ale z wiedzą idzie w parze odpowiedzialność – osoba ta będzie musiała odpowiadać na pytania innych osób przy stole. Pytania oczywiście dotyczyć będą historii, a odpowiedzią na nie będzie mogło być tylko krótkie Tak lub Nie.

Żeby łatwiej zrozumieć jak wygląda zabawa Adam przygotował krótką Czarną Historię – nie znajdziecie jej w talii w pudełku. Jest to ekskluzywna opowieść wymyślona przez Folko, aby nie psuć Wam zabawy z kart, które mamy nadzieję zakupicie już niedługo.
“Cegłówka. Na ulicy leży martwy człowiek, zabity cegłówką… na jego ubraniu i na ziemi są 4 białe ślady…” (rozwiązanie znajdziecie na dole recenzji)
Oto jak może wyglądać taka rozgrywka:
Osoba 1: Czy cegłówka spadła z dachu?
Mistrz Tajemnic: Tak
Osoba 2: Czy spadła samoczynnie?
MT: Nie
O1: Czy ktoś ją zrzucił specjalnie?
MT: Nie
O2: Czy białe ślady mają pośredni wpływ na śmierć tego człowieka?
MT: Tak
i tak dalej, aż gracze odkryją rozwiązanie zagadki. Mistrz Tajemnic nie może odpowiadać inaczej niż Tak / Nie. Tyle – proste prawda?

|
Wykonanie
Gdy chodzi o wykonanie gier planszowych, to zwykle mam przed sobą parę zadań: ocenę planszy (+ za grube i kolorowe), pionków (+ za oryginalne kształty i solidność) i/lub żetonów (+ za trwałość). A co jeżeli nie ma ani pionków, ani żetonów, co więcej, nie ma nawet planszy?! Cała gra to jedynie 50 kart mieszczących się w małym, czarnym pudełku? A jednak nie wyszło źle. Każda karta z historią, wielkości mniej więcej 2 zwykłych kart do gry, ma z jednej strony jej tytuł i wprowadzenie do przeczytania graczom, z drugiej to, co tylko MMG* (*mroczny mistrz gry) wiedzieć powinien, czyli rozwiązanie. Żeby nie było tak ubogo, wydawcy postarali się, by po każdej ze stron pojawił się odpowiedni rysunek. Nie za bardzo wiem jak przyznać plusa za cechę: kolorowy (jedyne użyte barwy to biel, czerń i czerwień), ale na pewno otrzymują one maksymalną ocenę w kategorii: klimat. Bernhard Skopnik trafnie, a czasem nawet zabawnie (choć to humor również w czarnych barwach) zilustrował zarówno historię, jak i jej rozwiązanie. Karty są odpowiednio grube, z trwałego, śliskiego kartonu (na próbę oblałam jedną herbatą i… ani śladu 🙁 ). Pudełko, widziane wprawdzie przez chwilę, ale wydało się solidne i poręczne (fajnie, gdyby była dostępna wersja deluxe z metalowym opakowaniem). Podsumowując – za samo spisanie/wymyślenie tych historyjek należy się wynagrodzenie i z pewnością warto wydać na nie przysłowiowe 3,50 (no dobra, 10 razy więcej), a tym bardziej jeśli otrzymujemy je tak porządnie i estetycznie podane!
Odczucia
(5/5) – Do Czarnych Historii podszedłem z ogromną rezerwą. Z jednej strony zaciekawił mnie pomysł na zabawę, z drugiej… czy to ma szanse zadziałać? Ok, wiedziałem że ja mogę mieć z tego “radochę”, w końcu jestem dużym dzieckiem i świetnie bawię się przy większości gier… ale czy gra spodoba się innym? Po raz pierwszy zostałem zaskoczony na spotkaniu klubowym. Gra chwyciła, wydawało mi się, że nie będzie miała szans przy danej grupie… a tu niespodzianka. Po raz drugi Czarne Historie zaskoczyły mnie w domu. Gra spodobała się nie tylko dzieciom, ale również żonie, która nie przepada za grami w “opowiadanie”. Po raz trzeci historie mnie nie zaskoczyły, bo wiedziałem już że będą się podobać 😉
Proste zasady, możliwość grania w dowolnych warunkach (sprawdziłem na sobie, bardzo fajnie grało mi się w podróży, gdy byłem… kierowcą 😉 ), ogromne emocje w trakcie rozgrywki… to gra prawie idealna. Prawie bo w pudełku znajdziemy tylko 50 zadań. Jeszcze ich nie znam, poznałem tylko kilka, ale już czekam na dodatek. Z drugiej strony wystarczy trochę kreatywności, wyobraźni i zadania można wymyślać samemu.
Dla mnie Czarne Historie to zakup obowiązkowy dla każdego gracza, to pozycja którą muszę mieć, którą bardzo polecam, która na 99% spodoba się i tobie, drogi czytelniku.

(5/5) – Gdybym miał oceniać Czarne Historie jako grę planszową czy karcianą, a na dodatek powiedzmy w skali BGG, musiałbym dać tej grze ocenę 1/10 – bo Czarne Historie planszówką nie są. To nie jest gra. Nie ma tu wygranych czy przegranych, jest za to znakomita, nieskrępowana niczym zabawa. Zarówno jako prowadzący i jako zgadujący można bawić się znakomicie.
Dużym minusem jest ograniczona ilość kart. Niestety po zapoznaniu się z historią nie będziemy mogli wykorzystać jej jeszcze raz – chyba, że będziemy prowadzić rozgrywkę w innym gronie. Co z tego, skoro za te 50 rozgrywek musimy zapłacić naprawdę niewielkie pieniądze. Natomiast u naszych zachodnich sąsiadów, Czarne Historie mają już prawie kilkanaście różnych wydań więc mam nadzieję, że G3 będzie starało się gonić niemieckie wydanie.
Trochę mnie martwi nierówny poziom kart. Naprawdę nie wiemy na co trafimy wyciągając kartę – rozwiązanie może zostać znalezione po 30 sekundach albo 30 minutach. Część tych opowieści to znane szerzej tzw. urban legends. Ale również ten minus będzie zniwelowany dodatkami (mam nadzieję że licznymi).
Są to jedyne wady tej gry jakie mogę znaleźć. Wśród zalet jest oczywiście znakomita zabawa, niewielki rozmiar pudła, a także coś o czym na pewno pozostali recenzenci będą wspominać. W Czarne Historie da się grać wszędzie i z każdym. Po zapoznaniu się z regułami od razu wiedziałem, że to będzie gra na podróże samochodem, w których brać udział może również kierowca. Rewelacja! W połączeniu z sugerowaną ceną werdykt może być tylko jeden: kupujcie. Nie będziecie pewnie grać w to na spotkaniach planszówkowych, ale zagracie z mamą, tatą, babcią, ciotką, nieplanszówkowym znajomym, i z poznanymi właśnie ludźmi w przedziale w pociągu.

(5/5) – Czyli to jej mąż ją zabił? – pytam wkładając do koszyka cebulę. Tak – odpowiada mój brat popychając wózek dalej. I mówiłeś, że to nie było specjalnie, czyli… a mamy jeszcze w chacie koncentrat? W Czarne Historie można grać w miejscach, gdzie nie zagralibyście w inne gry. -Może jeszcze ciasta, kochanie? -Dziekuję, ciociu… Czyli mówisz, że to nie dlatego, że coś zobaczyła? W Czarne Historie można grać w czasie, w który nie zagralibyście w inne gry. -Mam dla Was zagadkę – na środku pola… W Czarne Historii można grać z ludźmi, z którymi nie zagralibyście (do czasu!) w inne gry.
Niektóre są proste (Ha!Ha! Męczyłeś się z tym godzinę a mi starczyły 3 pytania!) , niektóre pewnie już gdzieś słyszeliście (Zaraz, zaraz, a to nie było tak, że…) , inne zajmą Wam długie godziny (To ja już nie wiem po co on tam jechał!). Jedne zaintrygują, inne rozczarują (Umówmy się, że następnym razem powiesz jak będzie jakaś alternatywna rzeczywistość, kosmici, tajni agenci, itd.). Do wielu podczas zgadywania wymyślano inne niż podane rozwiązanie – na takim samym, czyli czasem bardzo niewielkim poziomie logiczności (za to poziom tzw. ubawu był całkiem spory). Ilość kart jest ograniczona do 50, ale poznaną już raz historię, “sprzedawałam” po paru dniach kolejnym napotkanym osobom. Próbował czasem jeden, czasem 3, czasem 10 śmiałków (praktycznie jeżeli wszyscy Cię słyszą, nie ma żadnych ograniczeń co do liczby graczy). Czyli mówisz, że warto zainwestować w Czarne Historie? Zdecydowanie tak! |
Sprintem po ocenach:
(5/5) – absolutny czarny koń “planszówek”, który z planszówkami nie ma nic wspólnego 🙂 Zaskoczyłam samą siebie, ile frajdy daje mi zarówno odgadywanie zagadek jak i funkcja mistrza gry. Załapało na kawie u babci, załapało na zajęciach z gimnazjalistami. Wszyscy chcą się bawić w zagadki! Najlepsze, bo najsprytniejsze to te z kluczem – gdy odgadujemy kontekst wyjaśniający całą pozornie abstrakcyjną sytuację. Cięższe, pracochłonne, ale i bardziej dedukcyjne to te polegające na odtwarzaniu całego ciągu zdarzeń. Jednym słowem – REWELACJA 🙂
(4/5) – Ocena nie maksymalna z jednego prostego powodu – Czarne historie to nie jest gra planszowa, czy karciana. Nie mamy tu zwycięzców i przegranych, nie mamy prawdziwej rywalizacji pomiędzy graczami, nie ma tez mechaniki. Jest za to mnóstwo wspaniałej zabawy. Czarne historie to towarzyska zabawa i w tej kategorii dorównuje Dixitowi, osiągając ten sam poziom emocji w grze dużo prostszymi środkami. Olbrzymia przewaga Czarnych historii nad jakąkolwiek inną grą to możliwość gry w samochodzie, również dla kierowcy! Wszyscy, także Ci którzy nie mają prawa jazdy, nie powinni się wahać. To świetnie wydane 30 złotych!

Rozwiązanie Folkowej zagadki: Gość szedł ulicą, nagle na jego ubranie narobił ptak siedzący na wystającym, zniszczonym gzymsie. Kolejna kupa wylądowała obok niego. Gość się zdenerwował, podniósł leżący obok kamień i rzucił w ptaka. Ten zerwał się, przy okazji robiąc kolejne 2 placki, kamień uderzył w gzyms od którego oderwała się cegła, spadła na gościa i zabiła go.
Dodatkowe linki:
Bernhard Skopnik