Home | Letters from Whitechapel – wspomnienie dobrze wykonanej pracy

Letters from Whitechapel – wspomnienie dobrze wykonanej pracy

Letters_from_whitechapel_box

Letters from Whitechapel to najnowsza gra dedukcyjno-śledcza, której akcja toczy się w londyńskiej dzielnicy Whitechapel, w czasach krwawych zbrodni Kuby Rozpruwacza. Gra jest pięknie wydana, elementy są przemyślane i idealnie wpasowują się w rozgrywkę. Jej wielką zaletą jest mapa dzielnicy i trasy którymi podróżują bohaterowie – ich ułożenie daje wielkie możliwości kluczenia, omijania blokad i nagłych zwrotów akcji.

Nie będę wgłębiał się w wyjaśnienie zasad, najlepiej zrobi to za mnie genialny film drakkenstrike’a (niestety po angielsku). Napiszę tylko, że korzystaliśmy z jednej zasady opcjonalnej ułatwiającej życie Kuby Rozpruwacza – jeśli śledczy w ciągu jednej nocy znajdą pięć lub więcej tropów mordercy, dostaje on znacznik fałszywych śladów. Może go położyć na dowolne pole planszy tuż po ruchu policjanta i zablokować to pole. Do końca nocy nie wolno na nim szukać śladów ani aresztować.

A teraz chciałbym podzielić się klimatyczną (mam nadzieję) relacją z wczorajszej rozgrywki, w której wcieliłem się w legendarnego mordercę.

Pierwszej nocy wypatrzyłem swoją ofiarę w najdalszym zakątku dzielnicy, jak najdalej od mojej kryjówki. Wcześniej chciałem trochę się zorientować w ustawieniu policjantów i poprzyglądać się sytuacji. W tym czasie wszystkie potencjalne ofiary, jakby coś przeczuwając, zrobiły się ostrożne i krążyły w pobliżu policyjnych posterunków. Nerwy mi trochę puściły i rzuciłem się z nożem na jedną z nich, chociaż było jeszcze trochę czasu, można było lepiej się przyjrzeć posterunkom i może znaleźć gorzej pilnowaną ofiarę. Tym niemniej udało się wymknąć niepostrzeżenie z miejsca zbrodni, wyprowadzić w pole policjanta i rzucić się w kierunku… niezupełnie zgodnym z umiejscowieniem kryjówki. Mój plan miał dwa założenia: uciekać w kierunku, który zmyli policję i przekona ich, że kryjówka jest zupełnie gdzie indziej i uciekać dookoła i dłużej niż to konieczne, żeby policja nie mogła dobrze wytypować dokąd biegnę. Wszystko szło bardzo dobrze, już już miałem skręcić w stronę domu i bezpiecznie się tam schować, gdy usłyszałem głosy policji tuż za moimi plecami. Wykryli gdzie byłem przed chwilą, więc nie mogłem skręcić wprost do domu. Musiałem dalej kluczyć. Myliłem ślady, wbiegałem w uliczki i cofałem się po własnych śladach, przebiegałem przez podwórka, korzystałem ze skrótów – oni jakimś cudem zgadywali co robię i nie schodzili z tropu. Noc się kończyła i nie miałem wyboru – musiałem wiać do swojej nory i ujawnić policji okolicę, w której mieszkam.

Po tym wieczorze byłem pewien, że czeka mnie trudne zadanie. Przed drugą nocą policja ograniczyła obszar poszukiwań do dość małego skrawka dzielnicy. W dodatku byli bardzo dobrze ustawieni do pilnowania tego obszaru. Na szczęście nie wykorzystali tego, odsyłając część ludzi w dalsze zakątki dzielnicy, wyraźnie próbowali upilnować wszystkiego. Ja z kolei tym razem wybrałem ofiarę bardzo blisko kryjówki. Zanim śledczy zdążyli dotrzeć na miejsce zbrodni i wykryć moje tropy, zdążyłem ukryć się w bezpiecznym miejscu. Tej nocy policja nie miała się czym pochwalić – mieli kolejne ciało, nie mieli żadnych nowych informacji. Przyszłość nie wyglądała już tak źle jak po pierwszej nocy.

Trzeciej nocy policja gęsto obstawiła okolice mojej kryjówki. Musiałem tym razem wybrać dwie ofiary, obydwie spacerowały z dala od policjantów, na obrzeżach dzielnicy i bardzo daleko od siebie. Policja dowiedziała się o dwóch trupach, ale nie mieli pojęcia, który z nich zginął wcześniej. Nie wiedzieli więc gdzie jestem w chwili alarmu. Rozbiegli się po dzielnicy, próbując wykryć jakieś świeże ślady. Na moje szczęście większość sił skierowali na miejsce pierwszego zajścia, czyli tam gdzie już dawno mnie nie było. Sprytnie wykiwałem resztę patałachów w czarnych uniformach – zamarkowałem ucieczkę i cofnąłem się po własnych śladach na miejsce zbrodni. Przeczekałem aż inspektorzy przebiegną tuż obok mnie i udałem się w przeciwną stronę. Starałem się pędzić jak najszybciej, żeby zdążyć do kryjówki zanim pozostałe siły policyjne odetną mi drogę. Niestety nie zdążyłem, ale nadal czułem się panem sytuacji. Tymczasem policja zorientowała się, że już się wymknąłem z sieci. Postanowili więc wytypować miejsce mojej kryjówki i szczelnie je obstawić, uniemożliwiając mi powrót przed świtem. Wytypowali je znakomicie, tuż obok właściwego adresu. To mi bardzo utrudniło sprawę. W zasadzie musiałem teraz przebiec tuż obok ich nosów, godząc się na to że wykryją moje ślady i wręcz ryzykując aresztowanie. Na szczęście mogłem aż w dwóch miejscach podrzucić fałszywe tropy. Pierwsze z nich sfabrykowałem sobie już pierwszej nocy, gdy policja mocno deptała mi po piętach, a drugie były efektem tej właśnie, trzeciej nocy. Znowu więc zacząłem biegać po okolicy, wskakując w uliczki, cofając się itp. licząc na to, że policja coś z tych śladów znajdzie i wyniesie się z mojej okolicy próbując mnie dopaść. Niestety, te ofermy wszystko to przeoczyły. W końcu wiedziałem już, że nigdzie się nie ruszą i trzeba zaryzykować. Wsiadłem w dorożkę i przejechałem tuż przed ich nosem mając przygotowane sfabrykowane ślady do obrony. Usłyszeli dorożkę, były tylko dwie uliczki, w których mogłem z niej wysiąść. Na moje szczęście, postanowili próbować aresztowania w niewłaściwej z nich. Ale ja zagrałem va banque i uniemożliwiłem im zbadanie tej uliczki przy pomocy sfabrykowanych poszlak. Gdy się w tym połapali, byli pewni, że tam właśnie uciekłem i że już im się wymknąłem. Ja tymczasem za ich plecami przemknąłem się do domu i zakończyłem tę długą noc.

Czwarta noc była już łatwizną.  Policja została zupełnie zmylona i obstawiała niewłaściwe miejsce w dzielnicy. Udało im się to zrobić w porę, więc moje okolice były niepilnowane, ale nadal mogli wygrać. Ostatni już błąd jaki popełnili polegał na tym, że rzucili w to nowe miejsce wszystkie siły. Gdyby obstawili je tylko trzeba ludźmi (tylu by wystarczyło) i pozwolili pozostałym dwóm patrolować inne okolice, mieli szansę wykryć moje ślady i odciąć mnie od kryjówki.

Wrażenia

Gra Letters from Whitechapel zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Bardzo mi się podobało napięcie, jakie towarzyszyło rozgrywce, miałem wielką satysfakcję widząc jak policja łapie się na moje sztuczki, a za chwilę nie wierzyłem własnym oczom widząc jak trafnie typują to co zrobiłem i cały mój plan bierze w łeb. W instrukcji jest kilka opcjonalnych zasad ułatwiających grę Kubie lub policjantom. Moja rekomendacja w tej kwestii jest taka: nie używajcie ich, o ile nie gracie z dziećmi (z drugiej strony w tę grę raczej z dziećmi nie zagram, chyba że morderstwa zamienimy na kradzież jabłek z wędrownego straganu). Ułatwienia nie są potrzebne, w naszej rozgrywce dzięki dwóm żetonom fałszywych śladów miałem w zasadzie dość bezpieczną sytuację na końcu. Bez nich było by bardziej emocjonująco i musiałbym być ostrożniejszy.

 

About Maro86_BG

Avatar

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Advertisment ad adsense adlogger