Home | Od zera, do (prawie)bohatera w Eclipse – historia Odiego

Od zera, do (prawie)bohatera w Eclipse – historia Odiego

Gra Eclipse budzi spore emocje w planszówkowym światku. Produkcja Touko Tahkokallio, wydana w Polsce przez Rebela, z pewnością wpasowuje się w zapotrzebowanie na epicką grę planszową z gatunku 4X (od eXplore – eksploracja, eXpand – ekspansja, eXploit – eksploatacja i eXterminate – eksterminacja) osadzoną w Kosmosie. Kontrowersje budzi jednak balans gry, przede wszystkim w kwestii technologii rakiet plazmowych (wydają się być zbyt silne w stosunku do pozostałych dostępnych broni) oraz możliwość wystąpienia sytuacji, w której pierwsze eksploracje gracza – zamiast heksów produkcyjnych – odkrywają heksy zajęte przez tzw. Starożytnych (obcych, broniących dostepu do dóbr danego heksu), w efekcie czego gracz rozwija swoją gospodarkę i naukę relatywnie powoli. Wczorajsza partia w Eclipse przekonała mnie jednak, że problem ‘otoczenia przez Starożytnych’ jest tylko pozorny.  Nie traktujcie poniższych rozważań jako recenzji czy rzutu okiem – ot, przyczynek do dyskusji dla tych, którzy już w Eclipse grali 🙂

 

“Kszz…szz…Blue Leader, enemy fighter on your left! Watch out! Watch Out!!!…Kszz…szz…”

Było nas trzech. Razem z kolegą ‘Czerwonym’ mieliśmy na koncie po jednej rozgrywce, trzeci gracz – ‘Żółty’ – debiutował w Eclipse (czyli był de facto zielony  ;] ).

W pierwszych dwóch rundach robię łącznie cztery eksploracje, z których trzy przynoszą heksy Starożytnych (w tym jeden z dwoma ich okrętami), a ostatni heks to słaba, jednokostkowa – bodajże – planeta. Kolega Żółty – identycznie. Obaj jesteśmy zablokowani i nie możemy dalej się rozwijać – by dotrzeć do kolejnych wormholi musimy zdobyć te heksy. Czerwony natomiast dokłada z pięć-sześć heksów w czasie pierwszych trzech rund, w tym tylko jeden ze Starożytnymi.
Po pierwszych trzech rundach sytuacja wygląda – na pierwszy rzut oka – tak krytycznie, że “koledzy” 😐 grający obok w Nową Erę, zerkając na nasze plansze zaczynają podśmiechujki: “Oj Odi, chyba nie wygrasz, co?”, “Odi, gdzie masz zasoby?”.
Hłe-hłe-hłe 😐

Ale tak naprawdę, to bardzo się cieszę – wreszcie będę mógł sprawdzić jak to właściwie z Eclipsem jest, i czy początek pełen heksów ze Starożytnymi determinuje całość rozgrywki, jak się często uważa.

Wynajduję nanoroboty (jedno dodatkowe budowanie w turze), dzięki czemu w szybkim tempie buduję flotę myśliwców z komputerami +1 i napędami II poziomu. W rundach 4-6 niszczę wszystkich Starożytnych, zbieram trzy żetony prestiżu (o wartościach: 4, 3 i 2) i trzy żetony bonusowe, które decyduję się zachować na punkty (po 2 za każdy). W siódmej rundzie grupuję osiem myśliwców do ataku na centrum galaktyki, co udaje mi się ostatecznie w ósmej turze bez strat własnych (kolejne 2 pkt z żetonu bonusowego i żeton prestiżu 3). Impet Czerwonego w tym czasie mocno osłabł – owszem, ma duże dochody, ale też rozległe imperium kosztuje go znacznie więcej, niż mnie, i nie ma tylu akcji, ile by chciał. Ma jeden żeton bonusowy i dwa prestiżu – wobec moich czterech, do tego zdobyte później niż ja (więc mogę przypuszczać, że raczej o nizszej wartości). No i nie ma Centrum Galaktyki (4 pkt). Żółtemu idzie kiepsko – w walkach ze Starożytnymi stracił myśliwiec i krążownik. Chyba trochę zbyt optymistycznie zakładał, że te dwa okręty na podstawowym poziomie dadzą radę jednemu Starożytnemu…
Tymczasem ja, w ósmej rundzie, jestem praktycznie pewny zwycięstwa.

Niestety, popełniam kilka błędów, m.in. nie podążając konsekwentnie ścieżką modernizacji myśliwców i nie przygotowując się dostatecznie dobrze do obrony przed Czerwonym Centrum Galaktyki w dziewiątej rundzie. Udaje mi się dwoma myśliwcami wymanewrować część floty Czerwonego (notabene: także same mysliwce, ale z podwójnym działkiem z technologii obcych) atakującej Centrum, i pozbawić go dwóch punktów zwycięstwa, zdejmując jego znacznik kontroli z sąsiedniego systemu. Niestety, jego myśliwce mają przewagę inicjatywy i bitwa w centrum kończy się dla mnie klęską.

Ostateczne wyniki: Czerwony 36 pkt, ja 30 pkt, Żółty 18 pkt.

 

Przegrałem. Ale…

Pomimo teoretycznie niekorzystnego początku do końca liczyłem się w walce o zwycięstwo, a w trakcie ósmej tury (gdy jeszcze mogłem skorygować ścieżkę technologiczną), byłem tak naprawdę faworytem do wygranej. Przegrałem sześcioma punktami, ale – według pobieżnych obliczeń – gdybym zachował konsekwencję w kwestii technologii (co – przyznaję z żalem – nie wiązało się z jakimś wybitnym wizjonerstwem  :/ ), dzieliło by mnie od czerwonego -/+2 pkt. Ergo: wygrałbym (raczej) lub przegrał naprawdę minimalnie. Zupełnie nie mam wrażenia, że tylko w 100% optymalne posunięcia dadzą wygraną w opisywanym przypadku.

Starożytni dają w pewnym momencie naprawdę bardzo fajnego punktowego kopa, zwłaszcza w kwestii żetonów prestiżu. Mamy po prostu większa szansę dobrać te żetony z wysokimi wartościami, zanim zrobi to przeciwnik, który eksploruje heksy bez nich. Dla porównania – po tej wielkiej bitwie o Centrum Galaktyki w ostatniej rundzie Czerwony dociągał pięć żetonów, ale spośród nich najlepszym był żeton o wartości… 2. Owszem, jest w tym trochę losowości (powodzenie walk z obcymi, wartość losowanych żetonów), ale też gra w jakiś sposób daje możliwość zarządzania tą losowością.

Wątek ‘Żółtego’ też jest istotny – była to jego pierwsza rozgrywka w Eclipse (i jedna z kilku pierwszych w nowoczesne planszówki w ogóle), dlatego nic dziwnego, że startując ze Starożytnymi na trzech z czterech eksplorowanych heksów, poczuł się raczej przytłoczony. Mógł nieco lepiej przygotować się do pierwszej walki ze Starożytnymi (więcej okrętów), lecz zdał się trochę na los, przegrał, stracił dwa okręty i już naprawde miał nieciekawą sytuację.
To wrażenie, że ‘nam nie idzie, a inni gracze to mają tyyyle zasobów’  jest tak… hm… zniechęcające na początku, że faktycznie może powodować głosy o niezbalansowaniu gry i zależności wyniku końcowego od pierwszych eksploracji. Tymczasem zapomina się, że duże imperium generuje także duże koszty i ‘więzi’ nasze cenne dyski na heksach, ograniczając liczbę akcji. Poza tym ostatecznie liczą się w tej grze nie zasoby czy liczba planet, a punkty. Można zdobywać je na różne sposoby – i z tych sposobów, heksy ze Starożytnymi są akurat jednym z najlepszych. Powiem więcej: mechanizm heksów Starożytnych uważam za świetny. Kreuje wyzwania, zmusza do wysiłku i daje adekwatne do niego nagrody punktowe, kreując balans na przestrzeni całej gry, a nie kilku pierwszych tur.

Reasumując: moim zdaniem, po tej jednej rozgrywce, wylosowanie kilku heksów ze Starożytnymi w początkowych eksploracjach nie determinuje ostatecznego wyniku gry. A może jednak wypowiadam się zbyt kategorycznie?

About

Avatar

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

Advertisment ad adsense adlogger