Lubicie mitologię Cthulhu? Lubicie świat wykreowany przez H.P. Lovecrafta? A może po prostu lubicie karcianki, do tego niezbyt skomplikowane i okraszone nieco pastiszowatymi ilustracjami? Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedzieliście zamaszystym kiwnięciem głowy, to gra karciana The Stars Are Right może okazać się dla Was w sam raz.
Gra nie jest nowa, pochodzi z roku 2008, a jej autor – Klaus Westerhoff – nie spłodził oprócz niej żadnego innego tytułu. Czy to dobrze, czy źle? Trudno orzec. Może skoncentrował po prostu wszystkie swoje wysiłki na ulubionym motywie, dopracował, wypuścił w świat i uznał, że oto dzieło doskonałe wkroczyło na salony. A może po prostu skończyły mu się pomysły.
Gra o przestawianiu kafelków nieba w celu uzyskania odpowiednich konstelacji gwiazd, aby Wielcy Przedwieczni mogli ponownie zapanować nad ziemią nie jest mechanicznie jakaś odkrywcza. Gracze rozpoczynają rozgrywkę z kilkoma kartami Bestii w ręce, przy czym karty przedstawiają nie tylko samych Przedwiecznych, ale ich większe i mniejsze sługi oraz posłańców. Każda karta może nam służyć w dwojaki sposób – albo do zmiany układu nieba, czyli kafelków (które zasadniczo tworzą kwadrat 5 x 5) przedstawiających różne ciała niebieskie i tym podobne – albo do przywołania, czyli kontroli, która m.in. daje nam punkty. Wykorzystanie karty do zmiany wyglądu nocnego nieba nakazuje nam ją odrzucić, natomiast przywołanie karty pozwala nam wyłożyć ją na stół. Żeby móc ją jednak wyłożyć, na niebie musi widnieć odpowiednia konstelacja, co uzyskujemy własnie poprzez pierwszy rodzaj akcji. Gracz swojej turze może zrobić zarówno jedno jak i drugie, więc zazwyczaj odrzuca jakąś kartę i manewruje kafelkami nieba, aby następnie wyłożyć inną kartę na stół. A po co? A po punkty. I dlatego, aby móc skorzystać z mocy specjalnych danej Bestii, najczęściej polegających na … zmianie symboli zmieniających układ nieba. Pokrętne? Wcale nie. Proste jak sznur na pranie.

W lewym górnym rogu karty znajdują sie symbole pozwalające zmieniać układ nieba, gdy kartę odrzucimy z ręki. U dołu zaś symbole pozwalające zmieniać te poprzednie symbole, jeśli kartę mamy przywołaną (na stole). A pod wielce fotogenicznym obrazkiem głównym konstelacje wymagane do przywołania karty. Ponadto słudzy oferują swemu panu darmowy kafelek nieba – np. Formless i Dagoon. (fot. Klaus Westerhoff)
Gra kończy się, gdy ktoryś z graczy osiągnie na wyłożonych (przywołanych) kartach 10 punktów, przy czym istnieje ograniczenie w liczbie wyłożonych kart, co każe nam się trochę gimnastykować. Ponadto, Wielcy Przedwieczni są niezwykle trudni do przywołania, ale z kolei ich słudzy oferują jakby darmowe kafelki do wymaganych konstelacji, więc przywołując odpowiednich sługusków przywołamy w końcu Wielkiego za wielkie punkciory.
W skrócie – wszystko to już w jakimś stopniu było, ale pobawić się można. Szczególnie, jeśli lubi się klimaty mackowatych przedwiecznych. Grafiki to kwestia gustu, mnie się akurat kompletnie nie podobają, ale skoro ktoś to wydał (Pegasus Spiele), to widać, są i amatorzy takich bohomazów.
Gra zamyka się w godzince, jest przeznaczona dla 2-4 graczy od 12 lat (nie wiem, dlaczego aż od 12, no bo chyba nie ze względu na “grozę” klimatu) i jest trochę zależna językowo (Posłańcy posiadają unikalne teksty na kartach, podczas gdy inne Bestie okraszone zostały symbolami).
GAMES FANATIC Portal Miłośników Gier Planszowych

