Kiedy pada hasło “Gry wojenne”, to pierwsze, standardowe skojarzenie dla większości graczy jest mniej więcej takie: „ O Boże! Pół tysiąca stron instrukcji, sto tysięcy zasad szczegółowych i kolejne dwieście tysięcy wyjątków, papierowa plansza na dwa stoły pingpongowe, zawalona tysiącami stosików złożonych ze stu żetonów każdy. A do tego czas rozgrywki około dziesięć miesięcy.”
Przesadziłem?
Przybierzcie pozycję kwiatu lotosu, spójrzcie w głąb swego jestestwa i w oparach szaleństwa, które tam znajdziecie, odpowiedzcie sobie na pytanie: Czy on przesadził?
Pozwolę sobie teraz zacytować użytkownika Hiu, który na naszym forum w wątku „Gry, które chcecie, ale z jakiegoś powodu ich nie kupicie”, napisał: „generalnie gry wojenne – nie ogarniam kuwety na tyle, żeby w to grać – bo stackowanie jednostek mnie wykańcza, powiem szczerze (tak samo jak patrzenie na hexy, których na mapie jest milion – a różnią się prawie niczym)”.
Jestem pewien, że jest sporo graczy, którzy przez ten stereotyp, unikają zawarcia z grami wojennymi bliższej znajomości. Tak, dobrze przeczytaliście. To krzywdzący stereotyp. Żeby było śmieszniej, winą za jego powstanie można w znacznej części obarczyć graczy wojennych…
Zacznijmy jednak od początku. Czym jest gra wojenna?
Sądzę, że bardzo dobra jest definicja z angielskiej Wikipedii: „A wargame (also war game) is a strategy game that deals with military operations of various types, real or fictional”.
Gra wojenna to gra strategiczna dotycząca rozmaitych działań militarnych, rzeczywistych lub fikcyjnych.
Jeśli się odrobinę skupicie, to w tym momencie usłyszycie krzyki oburzenia wojennych ortodoksów, dla których gra wojenna musi przedstawiać historyczne działania. To właśnie oni i klasyczne, wielkie gry z dużymi instrukcjami, odpowiadają za panoszący się w niewinnych umysłach stereotyp…
Tymczasem tematyka może być zupełnie dowolna. Jeśli ktoś wymyśli odpowiednie zasady do wojny dwóch mrowisk, to też będzie to gra wojenna. Armagedon czy bitwa Romulan z Federacją też będą w porządku.
Dużo jednak ważniejszy jest fakt, że zasady gry wojennej mogą być względnie proste. A czasem nawet zupełnie, całkowicie, bardzo proste.
Nie wierzycie… A jednak to prawda.
Żeby było obrazowo.
Kojarzycie „Brass”? Jest to ciężka ekonomia ze skomplikowanymi zasadami i trudną rozgrywką. Wyobraźcie sobie teraz, że Brass posłużyłby do stworzenia typowego obrazu gry ekonomicznej. A przecież jest dużo planszówek o mechanice dużo prostszej, jak chociażby „Wysokie napięcie” czy też zupełnie banalnych, wręcz prymitywnych, jak „Monopoly”. (Tak, tak, „Monopoly” jest bardzo prymitywną ale jednak grą ekonomiczną).
Tak samo jest z grami wojennymi.
Chciałbym wszystkich dzisiaj przekonać, że czas zerwać z krzywdzącym wizerunkiem i rozważyć zainteresowanie się tą, jakże często niedocenianą, gałęzią planszówek. Aby osiągnąć ten szczytny cel, pokrótce opiszę kilka przykładów, które pozwolą na przełamanie pozornie bardzo wysokiego progu wejścia w świat gier wojennych. Nie będę się nad nimi zbytnio rozwodził, gdyż prawie wszystkie zostały już gdzieś zrecenzowane. Zasady o akceptowalnym poziomie komplikacji, ograniczona ilość żetonów, krótki czas rozgrywki – to są kluczowe elementy, na które zwracałem uwagę, wybierając te tytuły.
Zacznijmy zatem od wojennego „Monopoly”.
„Memoir ‘44” jest bardzo prosty i mocno losowy. Jest jednak również bardzo szybki i można w niego zacząć grać praktycznie z marszu. Doświadczeni gracze nie zatrzymają się przy nim, ale można od niego zacząć. Ot, bardziej skomplikowana wersja kółka i krzyżyka. Żadnej filozofii. Ale jak widać na BGG, jego prostota spodobała się wielu graczom.
„Commands & Colors: Ancients” i „Commands & Colors: Napoleonics” to dwie bliźniacze serie gier bloczkowych. Pierwsza dotyczy świata antycznego, a druga zawieruchy napoleońskiej. Są one trochę bardziej skomplikowaną wersją „Memoira” i „poważnym graczom” zdarza się w nie grywać.
„303”, „111” i „7” to seria czysto polskich gier o tematyce lotniczej. W pierwszej wraz z dywizjonem 303 będziemy bronić Londynu przed niemieckimi nalotami, a w drugiej z Brygadą Pościgową – Warszawy. Trzecia z nich dotyczy walk polskich pilotów przeciwko Armii Konnej Budionnego. Mają proste zasady, rozgrywki są szybkie i łatwe, ale już nie prostackie. Przyjemność z grania mogą odczuć nawet starzy wyjadacze.
„Some Poles Apart: The Battle of the Westerplatte” i „Stand at Mortain” to część serii znanej jako „Pocket Battles”. Najciekawsze jest w nich to, że cała gra mieści się na pocztówce.
Powtórzę. Cała gra mieści się na pocztówce. Plansza, żetony i zasady.
Wszystko. Na. Pocztówce.
Jednej.
Na pierwszej stronie jest plansza, na drugiej instrukcja, a wzdłuż krawędzi są dwustronne żetony do wycięcia. Te grafiki, które widzicie, to całe gry. Poważnie. Możecie wszystko wydrukować, skleić żetony, wyciąć i grać. No dobra, potrzebna jeszcze będzie talia zwykłych kart, które nie są dołączone. Nie sądzę jednak, aby był to problem – znajdziecie taką w każdym kiosku.
Wśród innych gier z serii, te wyróżniają się na dwa sposoby. Pierwsza ma „nasz” temat (tym nieuważnym polecam zwrócić uwagę na nazwę – Westerplatte), a druga ma instrukcję przetłumaczoną na język polski – tu ją znajdziecie.



Gry z tej serii nie osiągną szczytów list „top super ulubione”, ale są niesamowitym narzędziem wprowadzającym do poważnych, dużych gier wojennych. Szybko, łatwo i bezboleśnie. Są one za darmo dodawane do różnych zakupów w GMT lub ATO Magazine (nie chodzi tu o ukraińską operację antyterrorystyczną!).
„Jena 20” i inne gry dołączane do czasopism takich jak „Strategy & Tactics” czy „ATO Magazine”. Mają najczęściej cztery do ośmiu strony instrukcji, co z definicji bardzo ogranicza poziom komplikacji zasad. Są to jednak pełnoprawne gry wojenne i mogą zapewnić bardzo dobrą rozrywkę. Warto przy tym pamiętać, że niektóre topowe tytuły zostały pierwszy raz wydane właśnie w taki sposób, a dopiero później dorobiły się pełnoprawnych pudełkowych wydań. Szczególnie interesująca dla początkujących może być zwłaszcza seria „20”, w której tytułowa liczba dotyczy maksymalnej ilości żetonów, jaka jednocześnie może znaleźć się na planszy. Brzmi dobrze? Zapewniam, że warto poznać.
„
Hammer of the Scots” to jedna z popularnych obecnie strefowych gier bloczkowych. Młotek ma już swoje lata, ale w najmniejszym stopniu nie stracił na atrakcyjności. Nieskomplikowane zasady i emocjonująca rozgrywka, które zapewniły mu kiedyś prestiżowe nominacje i nagrody, dalej mogą dać każdemu mnóstwo satysfakcji. Co istotne, mechanika potrafi wybaczyć nawet poważne błędy. W miarę łatwo można odbudować swoje siły, więc unika się nieprzyjemnej sytuacji, gdy rozgrywka staje się meczem do jednej bramki. W połączeniu z naturalną dla bloczków mgłą wojny, tworzy to tytuł bardzo przyjazny początkującym graczom wojennym, ale i stare wygi nie będą zawiedzione. Z całego serca polecam.
„Piekło okopów” dotyczy walk pododdziałów wepchniętych do jednej z największych maszynek do mielenia mięsa, jakie kiedykolwiek wymyślił człowiek, znanej jako wojna okopowa. Trzydzieści stron instrukcji może przerazić nieprzyzwyczajonych, ale to tylko pozory. Bardzo duża czcionka, mnóstwo obrazków i przykładów, i naprawdę niewiele tekstu. Do tego brak heksów i sensowna ilość żetonów. Wykonanie gry, w niczym nie odbiegające poziomem od tego, co znacie z eurogier, również powinno zachęcić niezdecydowanych. Z pewnością warto się temu polskiemu tytułowi przyjrzeć.
W tym momencie spojrzałem ponownie na listę gier, o których miałem napisać i zatrzymałem się. Zrozumiałem, że zawalanie Was kolejnymi opisami w niczym już nie pomoże, a może zaszkodzić. Tak więc z wielkim smutkiem ograniczę się tylko do wymienienia pozostałych tytułów z mojej mocno okrojonej listy. „Manouvre”, „The First World War”, „A Victory Lost”, „A Victory Denied”, „Conflict of Heroes”, „Combat Commander”, „Orzeł i Gwiazda”, „Mokra 1 września 1939” oraz „Twilight Imperium”.
Jak widzicie, jest mnóstwo gier wojennych (duuużo więcej niż wymieniłem!), które pozwolą Wam z przyjemnością zagłębić się w ten ciekawy świat.
Mam nadzieję, że ten tekst sprawi, że przestaniecie patrzeć na nie jak na zło wcielone, eurograczy zachęci do zapoznania się z nimi, zaś wojennikom pozwoli znaleźć narzędzia, dzięki którym zainteresują wargamingiem swoich znajomych.
PS1. „Zimna Wojna”, wbrew temu co można znaleźć na BGG, nie jest grą wojenną, gdyż najzwyczajniej w świecie nie dotyczy działań militarnych. To jest gra strategiczna. Dlaczego więc trafiła do kategorii wargame? Bo tak zakwalifikowali ją ludzie, którzy w gry wojenne nie grają.
PS2. Warto też wspomnieć, dlaczego planszówki wojenne mają na BGG niższe noty od konkurencji.
Po pierwsze wojennicy (zwłaszcza ortodoksi) są ludźmi mocno krytycznymi. I potrafią toczyć długie dyskusje, a następnie obniżać noty tylko dlatego, że jedna z jednostek w grze jest za silna/słaba w stosunku do tego jaka powinna być historycznie.
Po drugie czasem grę wojenną oceniają „niewojennicy” – i to najczęściej niezbyt wysoko (bo skomplikowana, długa i wykonanie nie tak ładne jak w eurograch).
Aczkolwiek z drugiej strony, to właśnie „niewojennicy” wywindowali ocenę „Memoira’44” tak wysoko… Bo jakby to od nas zależało, to pewnie nawet nie znalazłby się w rankingu.
GAMES FANATIC Portal Miłośników Gier Planszowych

