Dla wielu graczy niezwiązanych z grami wojennymi, kluczowym kryterium określającym gry wojenne jest używanie kostek w mechanice. Uważają oni, że jest to ułomność i znaczne obniżenie jakości rozgrywki. Takie pójście na łatwiznę – użycie losowości zamiast ładnej, „szachowej” mechaniki. Chciałbym więc Wam dzisiaj opowiedzieć, dlaczego pewna doza losowości jest tak istotna.
Na początek powinniście przeczytać o kilku wydarzeniach, a nawet ciągach wydarzeń, do których doszło podczas różnych wojen.
W czasie wojny krymskiej, podczas Bitwy pod Bałakławą angielski generał Raglan wydał kawalerii rozkaz zaatakowania armat. Rozkaz został przekazany przez gońca i niestety nie precyzował, o które armaty chodzi. Dowódca kawalerzystów uderzył więc na świetnie bronione armaty, które widział przed sobą. Zdarzenie to przeszło do historii jako Szarża Lekkiej Brygady. Obserwujący natarcie francuski generał Bosquet stwierdził: „To wspaniałe, ale to nie wojna! To szaleństwo!”
W 1944 roku, podczas operacji Market-Garden (której celem było zdobycie słynnego mostu w Arnhem), jeden z amerykańskich oficerów dowodzących zabrał ze sobą mapy z naniesionymi kompletnymi planami operacji. Warto dodać, że było to absolutnie sprzeczne z regulaminem i wszelkimi wytycznymi. Jego
szybowiec się rozbił, a wszyscy na pokładzie zginęli. Plany znaleźli Niemcy i przekazali je dowództwu, ale feldmarszałek Model uznał, że zostały one sfałszowane. Za to w ich autentyczność uwierzyło dowództwo niemieckiego lotnictwa i na ich podstawie zaplanowano gorące przyjęcie dla samolotów transportowych, które następnego dnia miały przylecieć z kolejną falą spadochroniarzy. Jednakże pogoda nie pozwoliła samolotom na start, dzięki czemu uniknięto masakry.
Podczas walk na Pacyfiku japoński lotniskowiec ‘Taiho’ został trafiony jedną torpedą. Takie pojedyncze trafienie nie stanowiło krytycznego problemu dla okrętu tej wielkości. Spokojnie mógł on dalej płynąć i walczyć. Jednak tym razem uszkodzone zostały zbiorniki paliwa lotniczego, przez co jedna z wind wypełniła się oparami benzyny. Dowódca postanowił przewietrzyć okręt, aby pozbyć się problemu. Jednak, zamiast zniknąć, opary rozprzestrzeniły się po całym okręcie. Wystarczyła jedna iskra i okręt stał się wielką pochodnią, a w końcu zatonął.
W czerwcu 1942 roku samolot, którym leciał niemiecki major, rozbił się 4 kilometry za linią frontu. Miał on ze sobą rozkazy operacyjne dla korpusu pancernego oraz schemat pierwszej fazy operacji Blau – wielkiej ofensywy na Woroneż. Również u Niemców takie postępowanie było całkowicie sprzeczne z regulaminem i zasadami. Dokumenty trafiły do radzieckiego dowództwa. Jednak Stalin uznał, że to podpucha i nakazał je zignorować.
W bitwie pod Lipskiem w 1813 roku armia napoleońska wycofywała się przez most na rzece Elsterze. Most był zaminowany i miał zostać wysadzony przez kaprala saperów po tym, jak oddziały już po nim przejdą. Niestety, gdy pozycja kaprala została przypadkowo ostrzelana przez przeciwnika, ten spanikował i przedwcześnie zdetonował ładunki. W efekcie oddziały liczące kilkanaście tysięcy żołnierzy zostały odcięte na wschodnim brzegu rzeki i zniszczone.
Podczas walk w Normandii w 1944 roku, alianckie oddziały szykowały się do kolejnego silnego uderzenia. Oddziały niemieckie przed nimi miały zostać zbombardowane przez latające fortece. Niestety, błąd jednego człowieka – głównego bombardiera grupy lotniczej spowodował, że bomby poleciały na własnych uszykowanych do ataku żołnierzy, powodując znaczne straty i opóźniając ofensywę.
W grudniu 1914 roku na Kaukazie w rejonie miasta Narman wojska tureckie szykowały się do ofensywy na Rosjan. Z powodu złej koordynacji działań, dwie tureckie dywizje wpadły na siebie we mgle i doszło do bratobójczych walk. W wyniku czterogodzinnej wymiany ognia zginęło około 2000 żołnierzy!
W trakcie bitwy pod Chancellorsville podczas Wojny Secesyjnej kawaleria jankesów zaplątała się między jednostki Konfederacji. Nie stwarzała żadnego zagrożenia, ale rozeszła się plotka, że wszędzie mogą być unioniści. Jeden z najlepszych generałów Południa “Stonewall” Jackson wracał razem ze swoim sztabem z niezwykle udanego wypadu na wroga.W ciemnościach natknęli się na własną piechotę, która przekonana, że to wroga kawaleria, ostrzelała generała i jego ludzi. Generał zmarł od poniesionych ran.
W 1942 roku na Pacyfiku doszło do najważniejszej bitwy lotniskowców, znanej jako bitwa o Midway. Podczas takiej bitwy kluczowe jest, kto pierwszy wykryje lotniskowce przeciwnika. Jako pierwszy zrobił to jeden z japońskich samolotów zwiadowczych. Niestety, jego radio uległo awarii i nie mógł powiadomić swoich o wrogu. W efekcie cztery japońskie lotniskowce zostały zatopione.
W grudniu 1944 służby meteorologiczne amerykańskiej marynarki wojennej poinformowały dowódcę 3 Floty o nadchodzącym sztormie. Wskutek błędu w komunikacji otrzymał on jednak błędne dane dotyczące położenia i kierunku tajfunu. Chcąc przed nim uciec, nieszczęśliwie skierował swą flotę prosto w jego środek. Dla niektórych okrętów wiatr okazał się zabójczy. Trzy niszczyciele wywróciły się i zatonęły, ciągnąc za sobą na dno 790 członków swych załóg. Poważnych uszkodzeń doznało 26 okrętów, w tym większość lotniskowców, z których pokładów zwiało 146 samolotów. To były większe straty niż ta flota poniosła w jakiejkolwiek bitwie z Japończykami.
Przed Bitwą Warszawską Tuchaczewski nakazał Armii Konnej porzucić marsz na Lwów i przesunąć się na północ w celu osłony południowego skrzydła sił głównych. Budionny (za namową Stalina, który był wtedy głównym oficerem politycznym Konarmii) wykonał ten rozkaz z kilkudniowym opóźnieniem. W efekcie tej zwłoki Polacy mogli skutecznie uderzyć na skrzydło Rosjan i wygrać wojnę.
Te wszystkie przykłady to tylko czubek góry lodowej. Historia wojen jest pełna popełnianych przez ludzi błędów i zwykłych przypadków. Na polu bitwy ginęli dowódcy, gubiły się oddziały, bywały przechwycone meldunki i plany czy wreszcie żołnierze byli ostrzeliwani przez swoich sojuszników. Dziwne sytuacje zdarzały się na każdym szczeblu – zarówno plutonu, dywizji, jak i armii.
Gra wojenna to symulacja działań bojowych na rozmaitych szczeblach. Posiada pewien poziom szczegółowości, czyli wielkości jednostek, jakie biorą udział w walkach. Oznacza to, że w grze nie jest oddane to, co dzieje się poniżej pewnego poziomu. Jeżeli np. podstawową jednostką reprezentowaną przez żeton jest korpus, to oznacza to, że w grze nie widoczne są działania dywizji wchodzących w jego skład. Nie widać aktywności dowódców ani też skuteczności bojowej żołnierzy. Nie widać, czy nie doszło do błędnego rozmieszczenia pułków albo ostrzelania czołowych jednostek przez własną artylerię. Nie dowiemy się, czy jeden z dowódców dywizji nie jest przypadkiem bierną miernotą, która nie potrafi zmotywować swoich ludzi do skutecznej walki. Nie dowiemy się, czy ostrzelani przez artylerię wroga przypadkiem nie złamali szyku i nie uciekli…
Wszystko to jest pochłonięte przez jeden zbiorczy anonimowy żeton lub bloczek.
Kolejnym problemem jest omnipotentny i wszechwiedzący naczelny dowódca, czyli gracz. W rzeczywistej wojnie wódz nie posiada takiej wiedzy o stanie swoich jednostek, o położeniu przeciwnika czy o tym, że dana jednostka przesunie się dokładnie do danego miejsca w określonym czasie. Nie ma możliwości wydawania doskonale precyzyjnych rozkazów, które są wykonywane z zegarmistrzowską precyzją i absolutnym zrozumieniem ich intencji. Każdy oddział (w grze – żeton) ma swojego własnego dowódcę, który może wykonać rozkazy zwierzchnictwa efektywnie i dokładnie lub wręcz wprost przeciwnie.
Z tych wszystkich powodów losowość jest integralnie przypisana do gier wojennych. Nie ma znaczenia czy jest realizowana kostkami, losowanymi żetonami (chity), czy też ciągniętymi kartami. Po prostu jest, dlatego że na wojnie “Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”.
Najczęściej stosuje się ją podczas rozliczenia walki jednostek, aby odwzorować właśnie tę nieokreśloną skuteczność bojową oddziałów niższego szczebla.
Czasem jest również stosowana w zakresie określenia aktywności dowódców pośrednich szczebli. Sprawdza się wtedy, czy udało się aktywować jakieś oddziały i czy wykonają nasze rozkazy, czy też będą bezczynnie czekać na gwiazdkę z nieba.
Jest kilka tytułów, w których autorzy zrezygnowali z czynnika losowego. Wszystko jest tam potraktowane bardziej “statystycznie”, na zasadzie przyjęcia przeciętnych wyników (podczas walki strona z przewagą zawsze wygrywa). Stanowią one jednak niewielki odsetek, choć jestem pewien, że mają swoich gorących zwolenników.
Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie – dlaczego kostki? Bo są najprostszym generatorem liczb losowych. Najprościej jest je przeliczyć i określić, czy na jakiś efekt szansa jest za duża czy za mała. Po prostu kości są wygodniejsze od talii kart czy kubeczka z żetonami – również w produkcji i zakupie.
Jednak nie sądźcie, że w grach wojennych wszystko sprowadza się do rzutu kostkami i losowości. Nic z tych rzeczy. Po prostu trzeba być przygotowanym na to, że coś się może nie udać. Należy działać elastycznie i dostosowywać swoje plany do zmieniającej się sytuacji. Trzeba być gotowym na to, że czasem musimy wygrać zarówno z przeciwnikiem, jak i z losem. Dobra gra wprowadza losowością wojenny chaos, jednak jeśli przegrywamy, to dlatego, że popełniliśmy błąd, a najczęściej wiele błędów. Jeżeli o wyniku wojny “decyduje jeden rzut”, to dlatego, że nasze błędy doprowadziły do takiej sytuacji.
GAMES FANATIC Portal Miłośników Gier Planszowych