Dobra nowina nastała w polskim światku gier nie-elektronicznych. Poruszyła tłumy graczy i wlała w serca nadzieję – że się dzieje, że rozwija się nasz rynek. A wszystko z powodu zapowiedzi wydania pierwszego numeru czasopisma o planszówkach. Wreszcie magazyn dotyczący TYLKO naszej rozgrywki. Bardzo obiecujące przedsięwzięcie. Po przedstawieniu spisu treści jednak nadeszły pewne wątpliwości, które należy dać do przedyskutowania takim dwóm…

Dobry Pancho: – Co za wiadomość! Wreszcie pismo tylko dla nas! Stricte planszówkowe. Zajmujące się tylko naszym hobby. Nie będziemy musieli dzielić go z artykułami o RPG czy tekstami o grach komputerowych. W końcu pismo polskojęzyczne! Dość czytania o problemach i wrażeniach Niemców, Anglików i Amerykanów. Chcemy zająć się naszym podwórkiem i naszymi sprawami. Nareszcie “analogowe” pismo! Nie będzie trzeba wpatrywać się w ekran monitora i męczyć wzroku. Tylko usiądziemy sobie komfortowo w fotelu, położymy wygodnie nogi i oddamy się czytaniu recenzji, felietonów czy artykułów o planszówkach. Hahaha!

Zły Pancho: – I co tak rżysz? Gdzie twój elementarny zmysł analizy? Gdzie się podziały twoje szare komórki? Może warto nimi ruszyć, zamiast wywlekać publicznie swój niczym nieuzasadniony hurraoptymizm. Przeglądałeś spis treści, czytałeś komentarze i wypowiedzi redakcji? No, no? Naszły cię jakieś merytoryczne wnioski? Czy jednak zgąbczenie mózgu zaszło tak daleko?

Dobry Pancho: – O co ci chodzi? Znowu coś ci się nie podoba? Taka informacja, takie przedsięwzięcie, a Ty jesteś do niej wrogo nastawiony? Widziałem spis treści i co? Bardzo dobry jak na pierwszy numer. Temat numeru: o wersjach gier komputerowych na planszy. Po to, aby przyciągnąć rzesze nowych czytelników. Wiadomo, że miłośników gier elektronicznych jest mnóstwo, a to potencjalny klient, którego można pozyskać. I warto w niego mierzyć. Do tego opisy polskich gier i polskich edycji zagranicznych tytułów. Właśnie po to, aby zachęcony artykułem czytelnik mógł bez problemów sięgnąć po nie. A o czym mają pisać? O nieosiągalnym Wallensteinie czy abstrakcyjnym Torres?

Zły Pancho: Tak jak myślałem. Gładko połknąłeś tę argumentacje. Znowu klapki na oczach, to co powiedzieli to najlepsze rozwiązanie, super, tiptop, morowo. A moim zdaniem powinno być trochę inaczej. Już cię oświecam, bo widzę, że urlop przytępił Twoje neurony. Po pierwsze, w żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem polskiego czasopisma o grach planszowych. Wręcz przeciwnie to najlepsza inicjatywa od czasów pierwszego numeru Magii i Miecz. Problem w tym, że zupełnie nie trafia do mnie forma i styl jakim kieruje się redakcja. Przynajmniej zarysowana w spisie treści i komentarzach. Ale po kolei, żeby nie przegrzał ci się ośrodek inteligencji. Otóż głośno mówi się o tym, że pismo kieruje się właśnie do tych, którzy gier nie znają. Głównym celem są ludzie nieobyci w planszówkach, początkujący. Ci co nie mają dostępu do Internetu, ci co nie wiedzą, że istnieją Eurogry, nie słyszą co w trawie piszczy. Natomiast ci, którzy już długo siedzą w tym hobby, czytają sieciowe recenzje będą traktowani trochę po macoszemu (przy okazji – nie mówi się fani czy miłośnicy, tylko nawet w słownictwie się już ich radykalizuje – hardcorowi gracze, wymiatacze, mastahy jednym słowem). Przynajmniej oni wiele nowego dla siebie nie znajdą. I dla mnie to największy błąd! Pismo powinno celować w pewny “elektorat”, w tych którzy znają się na rzeczy, którzy na pewno kupiliby egzemplarz. Bo siedzą w tym, kochają tę rozgrywkę i są skłonni bez żadnych wyrzeczeń sięgnąć po magazyn. Przecież to może być nawet kilka tysięcy osób. Warto ich ignorować? Oczywiście początkujący nie powinni być olewani. Jak najbardziej muszą znaleźć dla siebie artykuły, aby elastycznie wejść w te hobby. Ale bez przesady. Zamiast pisma dla miłośników planszówek, z krótkimi tekstami jak zacząć, dostajemy pismo dla noobów, z paroma ochłapami dla fanów. Tu mnie boli.

Dobry Pancho: A skąd Ty masz taką pewność, że akurat miłośnik kupi w ogóle czasopismo o grach? Problem w tym, że taki fan wcale nie musi być oczywistym klientem. Właśnie dlatego, że dużo wie, dużo czyta, przegląda na bieżąco Internet, boardgamegeek czy boardgamenews. Trudno go czymś zaskoczyć. A on to wie i nie będzie sięgał po kolejne (do tego jeszcze płatne) źródło informacji jak ma za darmo już tyle. Mi się wydaje, że właśnie początkujący jest pewniejszym potencjalnym klientem. On nic o tym nie wie, nie ma dostępu do Internetu, takie pismo jest dla niego wybawieniem. Bez obaw po nie sięgnie, połknie i wciągnie się w hobby. Całe środowisko się powiększy, a co za tym idzie rynek. Wszyscy na tym zyskamy. Przecież Magia i Miecz też nie uderzała od razu w hardcorowe tematy. Przez długi czas były artykuły, rady i teksty dla zupełnych nowicjuszy. Dopiero z czasem zyskało dojrzalszy charakter. Tak samo może być z magazynem Gry Planszowe.

Zły Pancho: Mrzonki! Pamiętajmy o pewnych oczywistościach. Nawet człowiek nie obeznany z tematem łatwo wciągnie się w atrakcyjne gry, w najbardziej grywalne, najbardziej klimatyczne, najlepsze na świecie! Po co pokazywać im wybrane, przeciętne produkcje? Ukazywać piękny świat za kratami, karmić smakołykami na zdjęciu? Zamiast uderzyć nowościami, światowymi hitami, dać w łapki to co światek planszówkowy ma najlepszego? Obecnie na naszym globie rządzą Eurogry, najbardziej gorąca rozgrywka dla ludzi inteligentnych od czasów spopularyzowania RPG! A w czasopiśmie Eurogry to okruszek, skrawek, niechciany element. Brakuje nawet opisów różnych wariantów do znanych, popularnych gier. Nie neguje recenzji polskich produkcji. One też muszą się pojawić, nie możemy srać we własne gniazdo, musimy wspierać również rodzimy rynek. Ale opanujmy się. Póki co widzę m.in recenzje gry, która została stworzona przez część redakcji. To ma być obiektywne pismo dla miłośników gier planszowych czy folder reklamowy Kuźni Gier i współpracującego z nimi Imperium? Dlaczego nie ma opisu Neuroshimy? Jedynej polskiej gry, która dorównuje grywalnością i pomysłem zachodnim produkcjom? Bo to już niewspierany wydawca?

Dobry Pancho: HOLA!!! HOLA! Już przekroczyłeś wszystkie granice! Merytoryczna argumentacja przerodziła się w zwykłą, chamską teorię spiskową i bzdury wyssane z palca. Czytałeś artykuł Trzewika o tumanach w najnowszym GP? To chyba coś dla ciebie. Nie będę komentował powyższego bełkotu. Dla mnie struktura pierwszego numeru jest w sam raz jak na pierwszy numer. Są recenzje gier, które są osiągalne dla przeciętnego Polaka, jest artykuł, którego celem jest wciągniecie nowych do naszego hobby, są teksty opisujące konwenty i spotkania (Monopoly Warsaw Open, Planszówkony, Gdzie grać w planszówki?). Wszystko, żeby dobrze wystartować i złapać jak najwięcej nowych osób. Sądzę, że z numeru na numer znajdziesz coraz dojrzalsze teksty, satysfakcjonujące zaawansowanych graczy. I dzisiaj ganisz, jutro będziesz prześcigał się w wychwalaniu.

Zły Pancho: Nie przerywaj jak mówię. Taki z ciebie Dobry Pancho, a słoma z butów wychodzi. Nie skończyłem jeszcze. Już zupełnie nie do zaakceptowania jest nie wpadnięcie na to, że można do numeru dołączyć jakąś grę. Na www.gry-planszowe.pl Folko wrzuca grę za grą. Do tego większość prostych do wykonania, łatwych do nauczenia i co najważniejsze grywalnych! Chwalonych przez wielu miłośników planszówek. A oni nawet nie mogli się do niego zwrócić z propozycją dołączania, któregoś tytułu do numeru pierwszego. Dopiero teraz jak im na to fani zwrócili uwagę to coś się zaczyna dziać i może w kolejnych numerach nadrobią. Amatorszczyzna.

Dobry Pancho: Jak zwykle jesteś niesprawiedliwy i pełno w tobie złej woli. Chłopaki wzięli sprawy w swoje ręce, robią naprawdę dużą, dobrą robotę, której korzyści może odczuć całe środowisko i rynek. Żal mi ciebie.

Zły Pancho: A mi żal, że wakacje się skończyły, a twój mózg pracuje nadal na minimalnych obrotach…
GAMES FANATIC Portal Miłośników Gier Planszowych